10 stycznia 2008

Niech żyje nasza klasa!

ROMA Gdy wszedłem na stronę po raz pierwszy zrobiło się jakoś sentymentalnie, chociaz jeszcze nikogo znajomego nie znalazlem. Bylem pierwszy. Ale juz za kilka dni pojawili sie moi znajomi. To nawet wzruszajace, gdy odnajduję kogoś (albo mnie ktoś) z przeszłości. W uszach gdzieś tam w oddali slyszę piosenkę Jacka Kaczmarskiego „Co się stało z naszą klasą…” Dziś mozna to sprawdzić! www.nasza-klasa.pl Polecam! Tym bardziej ze od kilku godzin pomyslodawcy, ktorym wypada bardzo pogratulowac pomyslu, uruchomili nowe serwery i serwis dziala normalnie. Wczesniej nie chcialem nawet o tym wspominac innym, bo w normalnych godzinach nie mozna bylo sie doczekac otwarcia strony. Ja buszowalem po pólnocy...
Ciesze sie, że powoli zbiera się i moja klasa z podstawówki nr 1 ze Świdnika, i panowie z Technikum (budowy bombowców i śmiglowców), z innych uczelni, a także, że mnie odnajdują "moje dzieci", bo przez 4 lata - mialem taki epizod w życiu - bylem "sorem" w IXLO w Lublinie. Wszystkich pozdrawiam i zachęcam do szukania reszty towarzystwa!

22 grudnia 2007

zgaś światełka - zapal Światło

Advertisement
ROMA Taki prowokacyjny tekst nosi kartka z życzeniami, którą otrzymałem od profesora z mojej rzymskiej szkoły, salezjany, z wydziału komunikacji społecznej. I wokół tego "krążą" moje życzenia, którymi chciałbym się z Wami podzielić. Tyle tej cudownej, magicznej, czy jeszcze tam jakiej świecącej oprawy tych świąt, że gdzieś się zapodziać może to co najważniejsze. Tyle tych "migaczy", że człowiek łatwo ulec może takiemu letargowi świątecznemu, oderwaniu od prawdziwego życia, od rzeczywistości, która jest często trudna, bolesna, i potrzebuje tego jednego, Jedynego Światła, które rozjaśnia ciemności. Życzę zatem sobie i Wam bezpośredniego, intymnego spotkania z tą Osobą, która może dać światło na moje życie. No ale też bawcie sie dobrze przy świątecznym stole, kosztujcie wszelkich potraw i pamiętajcie... że waga prawdę wam powie!

A tu jeszcze taki numer świąteczny: kliknij TUTAJ

1 grudnia 2007

Przed Świętym Obliczem

MANOPPELLO Historia opisana w tej książce zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Niemiecki dziennikarz przeprowadza dochodzenie w sprawie tajemniczej chusty - bardzo cieniutkiego welonu, na którym widać zarysy twarzy Chrystusa. Polecam bardzo tę lekturę, a tym, którzy już ją znają polecam wizytę w Manoppello! W maju byłem pierwszy raz, a teraz znowu, w bardzo sympatycznym towarzystwie Magdy i Wojtka, którzy pragną tutaj przyjąć sakrament małżeństwa. Specjalnie przylecieli z Warszawy, by na miejscu umówić wszystkie szczegóły. Miałem radość im towarzyszyć i pomóc. Bracia w Sanktuarium przyjęli nas serdecznie. Dali obiad i oprowadzili po muzeum pamiątek misyjnych. Poznaliśmy jednego brata, który przez wiele lat pracował w Kolumbii. Poźniej sympatyczna para zaproponowała mi odwiedzenie Ortony, gdzie są relikwie mojego Patrona. Wg. świadectwa św. Brygidy, "jak Piotr i Paweł są w Rzymie, tak Tomasz w Ortonie". Chodzi oczywiście o Apostoła. Wojtek i Magda, dzieeeeęki!

28 października 2007

Jeszcze raz po polsku

NEAPOL Polska niedziela co tydzień! Nie moglem odmówić tym razem ks. Staszkowi TChr, duszpasterzowi Misji Polskiej w Napoli. Namawiał mnie usilnie, żebym zobaczył jak teraz wygląda "zaplecze polskie" przy kapucyńskim klasztorze na Mergellinie. No oniemiałem. Ponoć Staszek wykupił wszystkie ramki z pobliskiej IKEI. Prawie 500 fotografii z Janem Pawłem II zdobi korytarze, klatkę schodową, praktycznie każde wolne miejsce jest wypełnione. Ale trzeba przyznać jest w tym sens! Jest kolekcja zdjęć z wizyt JP2 pod wezuwiuszem i seria JP2 i Asyż. Ciekawym pomysłem jest zilustrowanie sugestywnymi ujęciami z Janem Pawłem drogi krzyżowej i tajemnic różańcowych. Pomimo, że ubywa Polaków w Neapolu placówka się rozwija. Przybywa tych, którzy na dłużej łączą swoją przyszłość z tym miastem. W każdej salce jakaś grupa katechetyczna: ci co umieją rysować, ci co już piszą, jest schola. Na ścianach malunki, rysunki. Gdy na otwarciu wystawy był Kardynał Sepe, zobaczył na ścianie wykonane przez dzieci różańce, z chleba, z kasztanów i innych kulek - wzruszony wyciągnął z kieszeni i powiesił razem z innymi swój różaniec. Gratulacje, pozdrowienia i najlepsze życzenia dla wszystkich Polaków w Neapolu!

22 października 2007

Troche duszpaasterstwa polonijnego

BOLONIA To już drugi raz, szlak przetarty, szybkim pociągiem tylko 2.40 z Rzymu. Miasto piękne, te dwie wieże (na zdjęciu) robią mocne wrażenie zwłaszcza jak się pod nimi przechodzi. Poprosił mnie o zastępstwo polski ksiądz, Włodek, Chrystusowiec. Jedna Msza św w okolicach Bolonii a druga, w samym centrum miasta. Są też polskie siostry Misjonarki Chrystusa Króla. Miało być mało ludzi, bo trzy autokary pojechały do Mediolanu na głosowanie (wybory). Mimo to na pierwszej Mszy było ponad 50 osób. Kościółek w samym centrum miasteczka. Stał pusty, nikt do niego nie zaglądał, zarośnięty pajęczynami i Polacy, Polki właściwie, doprowadziły go porządku, poczyściły, poprały wszystko i zaczęły się modlić. I tak to zadziałało, że teraz to i Włosi tu przychodzą i zapragnęli sie modlić... Druga Msza - pełny kościół ludzi. koło 200 osób. Siostry ładnie działają, animują śpiew, organizują spotkania dla polskich studentów, oraz chcą uczyć katechezy w szkole przy konsulacie. Ale jest problem, bo w szkole są też dzieci muzułmańskie, i nie można wejść z lekcjami religii do tego budynku. Dlatego rodzice się organizują, zbierają podpisy, żeby znaleźć jakieś inne locum, tylko na katechezę. Buduje się kolejny meczet... Tą drogą dziękuję ks. Włodzimierzowi za zaproszenie, Siostrom Marii i Kasi za papu i oprowadzanie i Rodakom, za świadectwo wiary. Po Mszy św jeden Włoch mnie podrzucił sportowym autem na dworzec, żeby złapać pociąg. Bo chciałem zdążyć przed zamknięciem lokalu wyborczego do Rzymu. I udało się! Dzięki br. Wiesiowi Hajduczeni, który wcześniej z narażeniem zdrowia (bo zmarzł nieco), na piechotę, zbadał wszystkie jednokierunkowe uliczki wokół polskiej ambasady, by później bezbłędnie w ciągu 15 minut dowieźć mnie z dworca Termini pod samą bramę oddałem ostatni głos w Wiecznym Mieście! na minutę przed końcem! A potem nastąpiła cisza... wyborcza... Dzięki zaprzyjaźnionym, dobrym informatorom :-) znałem wyniki wyborów już przed 21. Co do wyników, powiem tak: Ojczyzna idealna czeka na nas w niebie, tutaj, co będzie to będzie. ja mam pokój, bo mam wiarę, że moje życie jest w ręku Boga, a nie ręku takiego czy innego polityka. Ojczyźnie ziemskiej, z tego dystansu włoskiego życzę jak najlepiej, ale nie będę się dziwił jak element ludzki znów coś sknoci... Dlatego życzę wszystkim Ducha Bożego, bo dzięki niemu generalnie człowiek się mniej dziwi...

19 września 2007

Cud powołaniowy

LERMA - Jadąc do Loreto miałem okazję odwiedzić małe miasteczko Monte San Martino. Jest tam klasztor benedyktynek, które jeszcze niedawno były pogodzone z wymieraniem, że ostatnia zgasi światło. Dzięki kontaktom opatki z katechistami Drogi Neokatechumenalnej zaczęły napływać powołania. Był dla mnie wielkim zaskoczeniem widok młodych sióstr, pełnych wiary, od których tchnęło Duchem! Ponad połowa z nich odkryła swoje powołanie właśnie na Drodze. Po każdym spotkaniu z Papieżem młodzież ze wspólnot spotyka sie z Kiko i słucha Słowa, słucha katechezy. Po czym jest polecenie by wszyscy usieli, a prowadzący wzywa: kto usłyszał że Pan go zaprasza do pójścia za Nim niech wstanie. Tak było tez w Loreto, wstało prawie 3000 młodych ludzi, do kapłaństwa i do życia zakonnego.
Gdy opowiedziałem o tym naszemu asystentowi od mniszek i def. gen. Carlosowi, oni opowiedzieli mi o jeszcze większym cudzie. W Hiszpanii, gdzie z powołaniami jeszcze cieniej, niedaleko Madrytu, w Lermie, jest klasztor klarysek gdzie nie było powołań od 23 lat. Kilkanaście lat temu zgłosiła się jedna kandydatka: była narkomanka. Siostry ją przyjęły, mimo lęku wynikającego z jej przeszłości. Tutaj ta dziewczyna dowiedziała sie o Drodze i poznała ją nie wychodząc z klauzury. To co widać na tych zdjęciach to stan obecny. Siostry nie mieszczą sie w klasztorze, kupily dom po drugiej stronie placu. Dochodzą także na nocne modlitwy. W refektarzu jedzą na dwie tury. Większość z wyższym wykształceniem i doświadczeniem karier "światowych", powołanie odkryły na Drodze. "Narkomanka" zaś została mistrzynią nowicjatu...

17 września 2007

Florencja dogłębniej

FIRENZE - Stolica regionu Toscanii była mi już znana. Ale tym razem wybrałem się w ramach dorocznej wycieczki kurii generalnej. Taki wyjazd intergracyjny. Chociaż wróciliśmy umęczeni, bo wyjazd o 5.45 a powrot po północy, to warto było sie oderwać od codziennej dłubaniny i pocieszyć oko estetyką lśniącą złotem, w którym odbija sie transcendencja. Booohhh che figo. Wcześniej nie miałem okazji zwiedzać pod opieką dobrego przewodnika. Zazwyczaj sam za niego robiłem. A tym razem np. po bazylice santa Croce oprowadzał nas sam rektor. Szkoda że nie miałem jakiegoś dyktafonu! Bukiet wrażeń dopełniła kuchnia toskańska.