NEAPOL Polska niedziela co tydzień! Nie moglem odmówić tym razem ks. Staszkowi TChr, duszpasterzowi Misji Polskiej w Napoli. Namawiał mnie usilnie, żebym zobaczył jak teraz wygląda "zaplecze polskie" przy kapucyńskim klasztorze na Mergellinie. No oniemiałem. Ponoć Staszek wykupił wszystkie ramki z pobliskiej IKEI. Prawie 500 fotografii z Janem Pawłem II zdobi korytarze, klatkę schodową, praktycznie każde wolne miejsce jest wypełnione. Ale trzeba przyznać jest w tym sens! Jest kolekcja zdjęć z wizyt JP2 pod wezuwiuszem i seria JP2 i Asyż. Ciekawym pomysłem jest zilustrowanie sugestywnymi ujęciami z Janem Pawłem drogi krzyżowej i tajemnic różańcowych. Pomimo, że ubywa Polaków w Neapolu placówka się rozwija. Przybywa tych, którzy na dłużej łączą swoją przyszłość z tym miastem. W każdej salce jakaś grupa katechetyczna: ci co umieją rysować, ci co już piszą, jest schola. Na ścianach malunki, rysunki. Gdy na otwarciu wystawy był Kardynał Sepe, zobaczył na ścianie wykonane przez dzieci różańce, z chleba, z kasztanów i innych kulek - wzruszony wyciągnął z kieszeni i powiesił razem z innymi swój różaniec. Gratulacje, pozdrowienia i najlepsze życzenia dla wszystkich Polaków w Neapolu!
28 października 2007
22 października 2007
Troche duszpaasterstwa polonijnego
BOLONIA To już drugi raz, szlak przetarty, szybkim pociągiem tylko 2.40 z Rzymu. Miasto piękne, te dwie wieże (na zdjęciu) robią mocne wrażenie zwłaszcza jak się pod nimi przechodzi. Poprosił mnie o zastępstwo polski ksiądz, Włodek, Chrystusowiec. Jedna Msza św w okolicach Bolonii a druga, w samym centrum miasta. Są też polskie siostry Misjonarki Chrystusa Króla. Miało być mało ludzi, bo trzy autokary pojechały do Mediolanu na głosowanie (wybory). Mimo to na pierwszej Mszy było ponad 50 osób. Kościółek w samym centrum miasteczka. Stał pusty, nikt do niego nie zaglądał, zarośnięty pajęczynami i Polacy, Polki właściwie, doprowadziły go porządku, poczyściły, poprały wszystko i zaczęły się modlić. I tak to zadziałało, że teraz to i Włosi tu przychodzą i zapragnęli sie modlić... Druga Msza - pełny kościół ludzi. koło 200 osób. Siostry ładnie działają, animują śpiew, organizują spotkania dla polskich studentów, oraz chcą uczyć katechezy w szkole przy konsulacie. Ale jest problem, bo w szkole są też dzieci muzułmańskie, i nie można wejść z lekcjami religii do tego budynku. Dlatego rodzice się organizują, zbierają podpisy, żeby znaleźć jakieś inne locum, tylko na katechezę. Buduje się kolejny meczet... Tą drogą dziękuję ks. Włodzimierzowi za zaproszenie, Siostrom Marii i Kasi za papu i oprowadzanie i Rodakom, za świadectwo wiary. Po Mszy św jeden Włoch mnie podrzucił sportowym autem na dworzec, żeby złapać pociąg. Bo chciałem zdążyć przed zamknięciem lokalu wyborczego do Rzymu. I udało się! Dzięki br. Wiesiowi Hajduczeni, który wcześniej z narażeniem zdrowia (bo zmarzł nieco), na piechotę, zbadał wszystkie jednokierunkowe uliczki wokół polskiej ambasady, by później bezbłędnie w ciągu 15 minut dowieźć mnie z dworca Termini pod samą bramę oddałem ostatni głos w Wiecznym Mieście! na minutę przed końcem! A potem nastąpiła cisza... wyborcza... Dzięki zaprzyjaźnionym, dobrym informatorom :-) znałem wyniki wyborów już przed 21. Co do wyników, powiem tak: Ojczyzna idealna czeka na nas w niebie, tutaj, co będzie to będzie. ja mam pokój, bo mam wiarę, że moje życie jest w ręku Boga, a nie ręku takiego czy innego polityka. Ojczyźnie ziemskiej, z tego dystansu włoskiego życzę jak najlepiej, ale nie będę się dziwił jak element ludzki znów coś sknoci... Dlatego życzę wszystkim Ducha Bożego, bo dzięki niemu generalnie człowiek się mniej dziwi...
19 września 2007
Cud powołaniowy
LERMA - Jadąc do Loreto miałem okazję odwiedzić małe miasteczko Monte San Martino. Jest tam klasztor benedyktynek, które jeszcze niedawno były pogodzone z wymieraniem, że ostatnia zgasi światło. Dzięki kontaktom opatki z katechistami Drogi Neokatechumenalnej zaczęły napływać powołania. Był dla mnie wielkim zaskoczeniem widok młodych sióstr, pełnych wiary, od których tchnęło Duchem! Ponad połowa z nich odkryła swoje powołanie właśnie na Drodze. Po każdym spotkaniu z Papieżem młodzież ze wspólnot spotyka sie z Kiko i słucha Słowa, słucha katechezy. Po czym jest polecenie by wszyscy usieli, a prowadzący wzywa: kto usłyszał że Pan go zaprasza do pójścia za Nim niech wstanie. Tak było tez w Loreto, wstało prawie 3000 młodych ludzi, do kapłaństwa i do życia zakonnego.
Gdy opowiedziałem o tym naszemu asystentowi od mniszek i def. gen. Carlosowi, oni opowiedzieli mi o jeszcze większym cudzie. W Hiszpanii, gdzie z powołaniami jeszcze cieniej, niedaleko Madrytu, w Lermie, jest klasztor klarysek gdzie nie było powołań od 23 lat. Kilkanaście lat temu zgłosiła się jedna kandydatka: była narkomanka. Siostry ją przyjęły, mimo lęku wynikającego z jej przeszłości. Tutaj ta dziewczyna dowiedziała sie o Drodze i poznała ją nie wychodząc z klauzury. To co widać na tych zdjęciach to stan obecny. Siostry nie mieszczą sie w klasztorze, kupily dom po drugiej stronie placu. Dochodzą także na nocne modlitwy. W refektarzu jedzą na dwie tury. Większość z wyższym wykształceniem i doświadczeniem karier "światowych", powołanie odkryły na Drodze. "Narkomanka" zaś została mistrzynią nowicjatu...
Gdy opowiedziałem o tym naszemu asystentowi od mniszek i def. gen. Carlosowi, oni opowiedzieli mi o jeszcze większym cudzie. W Hiszpanii, gdzie z powołaniami jeszcze cieniej, niedaleko Madrytu, w Lermie, jest klasztor klarysek gdzie nie było powołań od 23 lat. Kilkanaście lat temu zgłosiła się jedna kandydatka: była narkomanka. Siostry ją przyjęły, mimo lęku wynikającego z jej przeszłości. Tutaj ta dziewczyna dowiedziała sie o Drodze i poznała ją nie wychodząc z klauzury. To co widać na tych zdjęciach to stan obecny. Siostry nie mieszczą sie w klasztorze, kupily dom po drugiej stronie placu. Dochodzą także na nocne modlitwy. W refektarzu jedzą na dwie tury. Większość z wyższym wykształceniem i doświadczeniem karier "światowych", powołanie odkryły na Drodze. "Narkomanka" zaś została mistrzynią nowicjatu...
17 września 2007
Florencja dogłębniej
FIRENZE - Stolica regionu Toscanii była mi już znana. Ale tym razem wybrałem się w ramach dorocznej wycieczki kurii generalnej. Taki wyjazd intergracyjny. Chociaż wróciliśmy umęczeni, bo wyjazd o 5.45 a powrot po północy, to warto było sie oderwać od codziennej dłubaniny i pocieszyć oko estetyką lśniącą złotem, w którym odbija sie transcendencja. Booohhh che figo. Wcześniej nie miałem okazji zwiedzać pod opieką dobrego przewodnika. Zazwyczaj sam za niego robiłem. A tym razem np. po bazylice santa Croce oprowadzał nas sam rektor. Szkoda że nie miałem jakiegoś dyktafonu! Bukiet wrażeń dopełniła kuchnia toskańska.
Co było dalej...
LORETO - Po powrocie z Ukrainy, nazajutrz do Polski przyjechał mój współpracownik z Kurii Generalnej, br. Julian Haas, Amerykanin. Razem pojeździliśmy po Polsce i wróciliśmy autem do Romy. Później był urlop, głównie w Świdniku. Po czym wróciłem do Italii by zdążyć do Loreto. Przy okazji spotkania z młodzieżą Benedykt XVI odwiedził wieczorem Sanktuarium by sie prywatnie pomodlić i spotkać z braćmi pracującymi w bazylice. To spotkanie było emocjonujące, bo w świątyni byliśmy praktycznie sami. Bazylika była zamknięta, nie było żadnych gwardzistów, "borowików", tylko my sami. I masz... przychodzi Papież... bardzo sympatycznie. Nocleg mi załatwił o. Zbigniew Gospodarek (dzieeeki raz jeszcze!) tuż obok miejsca gdzie odbywało sie spotkanie. Pozdrawiam Marka i jego rodzinkę, która minie gościła. Porobiłem trochę zdjęć. W pewnej chwili usłyszałem znane dzwięki - na scenie pojawił się zespół GMA a Tione di Trento, z którymi podczas studiów w Rzymie zżyłem się, co tu mówić. I spotkałem też moich kochanych neonów z III Poczekajki. A potem mnie zatrudniło Radio Maryja. To była przygoda! Z o Piotrem Adrukiewiczem na żywca tłumaczyliśmy spotkanie a w niedzielę Mszę św Z B16. Momentami nie wiedziałem co mówie... ale dobrze że było nas dwie głowy. Na koniec pomachałem Ojcu Świętemu pod domem sióstr nazaretanek. Więcej...
Nadrabiamy zaległości
MOŚCISKA (Ukraina) - Cofnijmy sie na początek sierpnia. Na zaproszenie sióstr honoratek Agaty i Basi wybrałem sie na Ukrainę by uczestniczyć w uroczystości ślubów wieczystych. Bynajniej nie poleciałem tam tanimi liniami, ale... na piechotę! Z Przemyśla podrzucił mnie przeor Karmelitów (któremu tą drogą dziękuję raz jeszcze) i w kilka minut byłem po tamtej stronie. Spotkałem jeszcze dwie studentki z KULu - razem złapaliśmy busika do Mościsk. Uroczystość była piękna. Wiele sióstr przyjechało z róznych zakątków Ukrainy by śpiewać i włączyć sie w przygotowania. Same profeski promieniowały Duchem, z powagą i prostotą przystępowały do zaślubin. Biskup Szyrokoradiuk z frańciszkańskim akcentem głosił Słowo Boże i przewodniczył. Później obiad w polskiej szkole. Honoratki dzielne matki! Jeszcze raz najlepsze życzenia dla Profesek: Auguri!
21 sierpnia 2007
Przerwa wakacyjna do końca sierpnia
ŚWIDNIK Pozdrawiam z rodzinnego miasta. Pod koniec lipca wymsknąłem się z Rzymu. Najpierw samochodem - przeprawiłem na Ojczyzny łono Marka Przeczewskiego, z którym przez prawie rok pracowaliśmy w kurii. Poźniej, w drodze powrotniej dołączył do mnie Julian Haas, z którym obecnie pracuje, by pokazać mu kawałek Polski i razem wrócić do Romy. Następnie przyleciałem z powrotem do Polonii. I teraz siedze w domu, z rodzicami. Chciałbym sie podzielić z Wami wrażeniami i fotkami z Ukrainy, gdzie byłem na ślubach wieczystych sióstr Honoratek w Mościskach. To może jak wróce do siebie. Jeśli ktoś wybiera sie do Loreto na 1-2 września, to do zobaczenia, mam nadzieję!
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)