KIJÓW Trzy siostry ze zgromadzenia Małych Sióstr Niepokalanego Serca Maryi (honoratki) złożyło śluby wieczyste, w kościele św. Aleksandra. Miałem przyjemność tam być z kamerą, oto krótka relacja:
Tak dla Jezusa from bronio on Vimeo.
9 września 2008
8 sierpnia 2008
Pielgrzymka nostalgiczna
6 lipca 2008
Jan Paweł II zdobyty!
GRAN SASSO Chodzi oczywiście o górę w najwyższym masywie Apeninów, Gran Sasso. Alpiniści włoscy postanowili uczcić 85 urodziny Jana Pawła II, nadając jego imię jednemu ze szczytów o wysokości 2425 m n.p.m. Jak się tam dostać? Z Rzymu autostradą A24 na Aquilę. Mijamy to miasto i tuż przed najdłuższym tunelem (biegnącym pod Gran Sasso, ponad 10 km) jest zjazd ASSERGI (ok. 130 km z Rzymu). Po wyjechaniu z bramek w prawo. I teraz decyzja. Można się dostać trasą dłuższą, rozpoczynającą sie przy kościółku S. Pietro, szlak biało-czerwony, dość łagodne ścieżki ale różnica poziomów spora -1354 m (wtedy na najbliższym skrzyżowaniu jedziemy prosto), albo trasą krótszą, gdzie różnica poziomów to zaledwie 403 m, startując z Campo Imperatore (wtedy w prawo). My wybraliśmy taki wariant: pojechaliśmy samochodem na Campo Imperatore (2130m npm), tam zostawiliśmy auto. Ruszyliśmy na szlak do JP2, wiodący przez szczyt Cefalone (2533 m). Tam, przez charakterystyczną "bramkę" tuż pod szczytem wychodzi się w kierunku Cima Giovanni Paolo. Ten odcinek ostrej grani wygląda trochę dramatycznie, ale ludzie chodzą... Stąd już widać szczyt z krzyżem i widać także drogę z drugiej strony, bardzo szeroką (!) i łagodną. Na miejsce dotarliśmy w 3,5 godziny, robiąc po drodze porządny przystanek na śniadanie i jutrznię. Wskazówka techniczna: od tej strony samo wdrapanie się na szczyt jest karkołomne, ale można obejść szczyt pod spodem z lewej strony i dojść od tyłu. Zejście spontanicznie wybraliśmy szlakiem biało-czerwonym. Najpierw idzie się spory kawałek spacerkiem po szczytach, piękne widoki na prawo i lewo. Później zaczynają się "schody". Trzeba trochę wypatrywać oznakowania szlaku, czasami są to kupki kamieni. Ktoś dla ułatwienia poprowadził trasę zygzakiem, można i tak schodzić, ale można spokojnie iść prosto na azymut, dochodząc w końcu do drogi asfaltowej (1179 m npm). Nam, tzn. mi, zejście zajęło prawie 4 godziny, bo miałem perypetie żołądkowe. Ciepła bułeczka, tzw tramezzino, na którą skusiliśmy sie w barze przy stacji kolejki linowej, okazała się przyczyną zatrucia. To trochę popsuło ogólny pozytywny efekt wyprawy. Wiec ja doszedłem powoli do drogi a Wiesiu i Piotrek pognali szybciej, bo trzeba było się dostać na Campo Imperatore po samochód! Ktos ich podwiózł do Fonte Cerretto (1120m npm) gdzie jest stacja kolejki linowej. Ale była nieczynna (w zimie to chodzi non stop). Asfaltem na górę jest 20 km, wiec oni wybrali krótszą drogę i wdrapali się pokonując wysokość 1010m w 2 godziny!
Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby ktoś podrzucił w jedno miejsce i odebrał w drugim. W przeciwnym razie polecamy wersję: Campo Imperatore - dojście i powrót przez Cefalone (z wyjątkiem krótkiego odcinka granią bardzo spokojna trasa). Druga możliwość, z kościółka S. Pietro (tam ponoć często papież bywał także in cognito) szlakiem biało-czerwonym tam i z powrotem. Ale tu trzeba się trochę więcej napocić.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby ktoś podrzucił w jedno miejsce i odebrał w drugim. W przeciwnym razie polecamy wersję: Campo Imperatore - dojście i powrót przez Cefalone (z wyjątkiem krótkiego odcinka granią bardzo spokojna trasa). Druga możliwość, z kościółka S. Pietro (tam ponoć często papież bywał także in cognito) szlakiem biało-czerwonym tam i z powrotem. Ale tu trzeba się trochę więcej napocić.
3 lipca 2008
Dziekuję!
ROMA Dziękuję wszystkim, którzy na różne sposoby, skutecznie i nieskutecznie, próbowali się do mnie dodzwonić z okazji imienin. Dzieeeeki! Przy okazji przyznam sie, że mam dwa imiona, jedno z Chrztu - Tomasz z Akwinu, a drugie zakonne Tomasz ten dzisiejszy. Oczywiście, niewierrrrny. Ale w gruncie rzeczy to on zabłysnął odwagą, a nie tylko brakiem wiary. Bo wiarę miał już wcześniej, był gotowy na śmierć jeszcze przed Paschą Jezusa J11,16 Na to Tomasz: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Skąd on to miał? a no właśnie! no a później on okazał odwagę w przyznaniu się do swoich wątpliwości. Po prostu był szczery. A Jezus czym odpowiedział na to? Okazał mu miłosierdzie, dał mu nowe życie przez bezpośredni kontakt, nie tylko jak innym uczniom w sposób "pneumatyczny". Przez dotyk ran dał mu udział w śmierci i zmartwychwstaniu. Wszystkiego takiego dobrego także dla Was!
30 czerwca 2008
Wizyta w śmieciarni i nie tylko
NEAPOL Ostatnio kojarzy sie tyko z jednym: smród, bród i wysypisko śmieci. W ramach dorocznej wycieczki wspólnotowej tym razem pojechaliśmy pod Wezuwiusz. Tyle razy już tam byłem, ale muszę pokornie sie przyznać, że nie znałem takiego Neapolu. Nasz Alfredo, ekonom domowy, pochodzący z tamtej prowincji przygotował nam 3 dniowy wyjazd. Byliśmy goszczeni przez tamtejszych współbraci. Począwszy do klasztoru S. Efremo, poprzez krater wulkanu Solfatara, stare miasto, podziemny Neapol "grecki i rzymski", duomo, czy wreszcie wybrzeże amalfitańskie prowadziły nasze wojaże. Na każdym kroku byliśmy zaskakiwani pięknem kultury czy natury.
15 czerwca 2008
Św. Trójca na 1337 m n.p.m
VALLE PIETRA Nie mylić z walę piotra... bo właśnie z Piotrem (Komorniczakiem) i Wiesiem H. wybraliśmy się na niedzielną przechadzkę. Gdzieś za Fiuggi, w stronę Subiaco jest mała miejscowość, z której wyruszyliśmy pieszo. Miał być uroczy górski szlak, ale Wiesio wymanewrował nas na asfalt, którym szliśmy i szliśmy - ponad 12 km... non stop w 2,15h. Sanktuarium Św. Trójcy w skalnej grocie, jest pod wielką ścianą, która jakby nachodziła nad głowę. No było pięknie, ale trzeba poćwiczyć bo człowiek przyzwyczajony do biurowego trybu życia... W drodze powrotnej, znaleźliśmy w końcu ścieżkę, przechodziliśmy przez wiele górskich strumieni, które później się łączą w jednym miejscu. Tam woda "wchodzi w rury" by dotrzeć aż do 17 miejscowości. A potem....
A potem, w sobotę byłem we Wrocławiu, pobłogosławiłem sakrament małżeństwa moje brata ciotecznego i... następnego dnia mimochodem znalazłem się na okładkach różnych gazet i gazetek. Tutaj niestety fotek nie będzie :-) no, zapomniałem, są fotki z gór:
A potem, w sobotę byłem we Wrocławiu, pobłogosławiłem sakrament małżeństwa moje brata ciotecznego i... następnego dnia mimochodem znalazłem się na okładkach różnych gazet i gazetek. Tutaj niestety fotek nie będzie :-) no, zapomniałem, są fotki z gór:
1 maja 2008
W oczekiwaniu na Pentecoste...
RZYM Zesłanie Ducha już tuż tuż, mam nadzieję że na tę chwilę dotrę do Lublina. Tym czasem niech się świeci Pierwszy Maja ;-) Niejaki Marcin Radomski zapodał mi namiar na taki ciekawy zespół z Poznania, taki co robi wrażenie. Dawno już muzyczki nie puszczałem, wiec posłuchajcie:
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)